Harry wrzasnął – powoli jego palce oddzielały się od występu. Zacisnął rękę mocniej i ostatkiem dyspozycyj podciągnął się w furę.
Rozmasował bolące przeguby oraz odsapnął. “Pierwsza norma nie patrzeć w dół” – pomyślał nie przestając chuchać na poczerwieniałe reszty palców “Obejrzysz się poprzez ramie a lecisz”.
Zadarł łepetynę a uświadomił sobie, iż pokonał przedtem całkiem nieswobodny numer a do szczytu nie pozostało przedtem wiele. Nazbierał się w sobie oraz wstał starając się przygotować do sukcesywnego podejścia.
Jego ręka pewnie namierzyła następny paragraf zakwestionowania. Ofermy znalazły wsparcie i Harry, posapując, zaczął napierać na przód.
Gdzieś w oddali zaskrzeczał ptak uświadamiając nieszczęsnemu wielbicielowi wspinaczki, iż dobrze istnieje mieć ramiona. Kropelki mozołu zaczęły pojawiać się na czole Harry’ego, iżby zarazy spłynąć w rów a zawisnąć na czubku nosa.
Z potem wspiął się na dodatkowy popis i spuszczając ciamajdy w smutek zaczerpnął powietrza. Miał wrażenie, iż owe trzy mocne wdechy rozsadzą mu płuca. W skroniach pulsowała jucha, natomiast serce grzmociło jak wbijak. Otarł fizjonomia rurk± i zajrzał na zegarek. Tak długo przedtem brnął do masy, iż nie zanotował, ze przybliża się zmierzch. “Musze tam dotrzeć przed nocą” – wydukał pod nosem.
Podniósł się i wystraszony wizja następnego wysiłku usiadł z powrotem.
“Spokojnie, bez histerii. Macie coraz okres Co szybko, to po diabła – jak oznajmił żółw-satanista” – skosztował zażartować, tylko daleko mu było do śmiechu, a o wiele bliżej do krzyku. “No czas się zbierać” – westchnął wyciągając rękę w masę.
Szkoda, ze nie pozbawił ze sobą znajomego – we parę byłoby swobodniej. Ale nie otóż istnieje okres, żeby czegoś ubolewać.
Harry wsłuchiwał się w swój organizm, usiłując uzgodnić trafne tempo. Całe mięso stało się pilnie maszyna – wwszystkie trybiki musiały idealnie działać, bo każda awaria groziła oderwaniem rąk i spadnięciem.
Do końca nuże tak niezdalnie. Naraz natychmiastowy odblask słońca oślepił Harry’ego, zmuszając go tym temuż do zaciśnięcia powiek. Skierował makówkę natomiast otworzył oczyma, przed jakimi zatańczyły jasne zmazy. Po omacku wyszperał kolejnej luki a wśliznął w nią grabula. Nieograniczona ręką poszukał kolejnego miejsca, na tyle pewnemu, by podtrzymało jego osiemdziesięciokilowy ładunek.
Znalazłszy przerzucił niedojdy nad gzyms a znalazł się na szczacie. Przez równo czas odpoczywał na plecach z rozciągniętymi skrzydłami natomiast wypoczywał. Oddychał miarowo oraz przemożnie usiłując się immanentnie uciszyć. Jak w końcu wparł sam siebie, iż istnieje już w stanie potrafić minionej zaporze powstał a zmiennym chodem załapał przed siebie.
Kiedy przybył już do zamiaru swej podróży, z kieszeni wygniecionej marynarki wyjął klucz a długo nim majstrował, zanim w końcu dotarł do zdolnej dziurki w drzwiach.
“Będę proszek jutro makabrycznego kaca” – pomyślał przeszły raz patrząc poprzez ramie na klatkę schodową…